Rozdział 1.
"Wszystko po kolei"
część II
-Kochanie, wstawaj, pora spakować resztę rzeczy. - powiedziała mama.
-To już dziś? - zapytałam ospałym głosem.
-Niestety. Wstań, ubierz się i pożegnaj z koleżankami.
Zrobiłam tak, jak mama mi powiedziała. Zadzwoniłam do moich najbliższych przyjaciółek, aby zawiadomić je o mojej przeprowadzce. Były zniesmaczone, opowiadały to, jak będą za mną tęsknić. Rozmawiałyśmy długo, mając nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Zapewniałam je, iż nigdy o nich nie zapomnę, powiedziałam też, że będę wspominała nasze wspólnie przeżyte chwile, gdy tylko będzie mi źle oraz będę często do nich pisać i opowiadać o moim życiu w LA.
Doszła godzina 18:00. Musiałam już iść, ale ciężko się było rozstać. Na pamiątkę dostałam album wypełniony naszymi wspólnymi zdjęciami. Po moim powrocie wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy na lotnisko. Dziwiło mnie to, skąd rodzice mają pieniądze na bilety, ale mniejsza z tym. Droga była bardzo długa i męcząca. Myślałam, że cały czas stoimy w miejscu.
Po wylądowaniu w LA, czułam, że trudno będzie znaleźć mi tu kogokolwiek z kim będę mogła porozmawiać. Dotarliśmy do domku, w którym mieliśmy mieszkać. Było to bardzo ekskluzywne mieszkanie, gdzie mogłam zostać do końca życia. Mój pokój był niewyobrażalnie duży! Wszystkich rzeczy od razu nie wyjęłam z pudła, gdyż dużo czasu by mi to zajęło.
Wyszłam na dwór, porozglądać się trochę i poszukać nowych znajomości. Miasto było ciekawe, ale nikogo w moim wieku i, który przykułby moją uwagę. Wróciłam do domu i przypomniałam sobie o tych listach, które schowałam pod poduszkę. Otworzyłam wszystkie pudła, mając nadzieję, że je spakowałam. Przewertowałam wszystkie pudła i nic. Nagle spojrzałam w głąb jednego i ... znalazłam! Byłam uradowana. Otworzyłam je delikatnie i ostrożnie, tak, aby nic nie podrzeć. Autor tego listu miał bardzo niewyraźne pismo. Jednak nie sprawiało mi to aż tak dużego problemu. Nadawca pisał, że pragnie mnie znów zobaczyć, ostatni raz widział mnie 8 lat temu, a pisał ten list właśnie, gdy miałam 8 lat. Jak to jest możliwe? I czemu nigdy nie dostałam tego listu? Może rodzice chcą coś ukryć przede mną? Nie, to nie możliwe.
Położyłam się spać. Byłam strasznie zmęczona, w końcu dotarcie z Anglii do LA to spory kawałek. Wiedziałam, że moje życie będzie zupełnie inne. Miałam nadzieję, że uda mi się spełnić swoje marzenia. W końcu mogłam stać się sławna. Śpiewałam od małego, uwielbiałam to. Rodzice cały czas mi powtarzali, że mam osiągnąć swój cel, nie mam się poddawać, mam wierzyć, że mi się uda, nie odwrotnie, bo to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić.
Następnego dnia, wstałam pełna energii, gotowa to poznania nowych rzeczy. Ubrałam się, umyłam i zeszłam na dół, na śniadanie. Moja mama była jakaś nie w sosie, tata z resztą też. Zapytałam:
-Czy coś się stało?
-Jedz to śniadanie i nie marudź. - powiedział tata.
-Ale o co te ... - wolałam trzymać język za zębami.
Zjadłam płatki i wyszłam na dwór. To niesamowite! Jak tu jest pięknie! Pójdę chyba w głąb miasta, mam nadzieję, że poznam tu kogoś nowego.
-Hej, jak masz na imię? - odezwała się dziewczyna, wydawała się być mniej, więcej w moim wieku.
-Jazz. - odpowiedziałam.
-A ja Victoria. Jesteś tu nowa? Bo wcześniej nie miałam jakoś okazji Ciebie zauważyć.
-Tak, przyjechałam z Birmingham.
-Mhm, ogólnie to mam 13 lat, jestem Directionerką? Nie przeszkadza Ci to?
-Ja też, nie, w ogóle, ja też jestem Directionerką.
-To już dziś? - zapytałam ospałym głosem.
-Niestety. Wstań, ubierz się i pożegnaj z koleżankami.
Zrobiłam tak, jak mama mi powiedziała. Zadzwoniłam do moich najbliższych przyjaciółek, aby zawiadomić je o mojej przeprowadzce. Były zniesmaczone, opowiadały to, jak będą za mną tęsknić. Rozmawiałyśmy długo, mając nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Zapewniałam je, iż nigdy o nich nie zapomnę, powiedziałam też, że będę wspominała nasze wspólnie przeżyte chwile, gdy tylko będzie mi źle oraz będę często do nich pisać i opowiadać o moim życiu w LA.
Doszła godzina 18:00. Musiałam już iść, ale ciężko się było rozstać. Na pamiątkę dostałam album wypełniony naszymi wspólnymi zdjęciami. Po moim powrocie wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy na lotnisko. Dziwiło mnie to, skąd rodzice mają pieniądze na bilety, ale mniejsza z tym. Droga była bardzo długa i męcząca. Myślałam, że cały czas stoimy w miejscu.
Po wylądowaniu w LA, czułam, że trudno będzie znaleźć mi tu kogokolwiek z kim będę mogła porozmawiać. Dotarliśmy do domku, w którym mieliśmy mieszkać. Było to bardzo ekskluzywne mieszkanie, gdzie mogłam zostać do końca życia. Mój pokój był niewyobrażalnie duży! Wszystkich rzeczy od razu nie wyjęłam z pudła, gdyż dużo czasu by mi to zajęło.
Wyszłam na dwór, porozglądać się trochę i poszukać nowych znajomości. Miasto było ciekawe, ale nikogo w moim wieku i, który przykułby moją uwagę. Wróciłam do domu i przypomniałam sobie o tych listach, które schowałam pod poduszkę. Otworzyłam wszystkie pudła, mając nadzieję, że je spakowałam. Przewertowałam wszystkie pudła i nic. Nagle spojrzałam w głąb jednego i ... znalazłam! Byłam uradowana. Otworzyłam je delikatnie i ostrożnie, tak, aby nic nie podrzeć. Autor tego listu miał bardzo niewyraźne pismo. Jednak nie sprawiało mi to aż tak dużego problemu. Nadawca pisał, że pragnie mnie znów zobaczyć, ostatni raz widział mnie 8 lat temu, a pisał ten list właśnie, gdy miałam 8 lat. Jak to jest możliwe? I czemu nigdy nie dostałam tego listu? Może rodzice chcą coś ukryć przede mną? Nie, to nie możliwe.
Położyłam się spać. Byłam strasznie zmęczona, w końcu dotarcie z Anglii do LA to spory kawałek. Wiedziałam, że moje życie będzie zupełnie inne. Miałam nadzieję, że uda mi się spełnić swoje marzenia. W końcu mogłam stać się sławna. Śpiewałam od małego, uwielbiałam to. Rodzice cały czas mi powtarzali, że mam osiągnąć swój cel, nie mam się poddawać, mam wierzyć, że mi się uda, nie odwrotnie, bo to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić.
Następnego dnia, wstałam pełna energii, gotowa to poznania nowych rzeczy. Ubrałam się, umyłam i zeszłam na dół, na śniadanie. Moja mama była jakaś nie w sosie, tata z resztą też. Zapytałam:
-Czy coś się stało?
-Jedz to śniadanie i nie marudź. - powiedział tata.
-Ale o co te ... - wolałam trzymać język za zębami.
Zjadłam płatki i wyszłam na dwór. To niesamowite! Jak tu jest pięknie! Pójdę chyba w głąb miasta, mam nadzieję, że poznam tu kogoś nowego.
-Hej, jak masz na imię? - odezwała się dziewczyna, wydawała się być mniej, więcej w moim wieku.
-Jazz. - odpowiedziałam.
-A ja Victoria. Jesteś tu nowa? Bo wcześniej nie miałam jakoś okazji Ciebie zauważyć.
-Tak, przyjechałam z Birmingham.
-Mhm, ogólnie to mam 13 lat, jestem Directionerką? Nie przeszkadza Ci to?
-Ja też, nie, w ogóle, ja też jestem Directionerką.
Masz talent kobieto. Nie wiem jak mogłaś nie dostać piątki z polaka < 3
OdpowiedzUsuńPani nie zna mojego talentu ;D
Usuń